'Moje życie, a przynajmniej jego początek, płynęło w tym sensie bardzo gładko. Nie miałem prawdziwych problemów. Ale przez to nie bardzo udawało mi się uchwycić znaczenie własnej egzystencji. Kiedy dorastałem, takie mgliste myśli przybierały na sile. Nie wiedziałem, czego chcę. Miałem chorobę samych piątek. To znaczy, z matematyki byłem dobry, z angielskiego byłem dobry, z wuefu byłem dobry, ze wszystkiego byłem dobry. Rodzice mnie chwalą, nauczyciele mówią, że nie ma ze mną problemów, udaje mi się dostać na dobry uniwersytet. Ale nie wiem, do czego się nadaję, co chciałbym robić. Nie miałem nawet pojęcia, jakie studia wybrać.'